niedziela, 6 lipca 2014
Fenomen urlopu...
U R L O P
Każdy pracujący czeka na niego jak na zbawienie, najpewniej cały rok.
I dlaczego kiedy on już nadchodzi to połowa tego czasu schodzi nam na zrozumieniu,że jutro NIE idziemy do pracy, że jutro NIE musimy wstać bardzo wcześnie i że jutro NIE trzeba uwijać się jak w ukropie przy kasie,produkcji,projekcie,kliencie czy kimkolwiek/czymkolwiek innym...
NIE....
Najpierw swoje trzeba odchorować.
Wojna nerwów i słowna przepychanka.... z bliską osobą musi być ...
Potem aklimatyzacja do tej KOMPLETNIE nowej równoległej rzeczywistości.
Dlaczego najczęściej już wiemy o co chodzi z tym urlopem, że to czas dla nas na odpoczynek, relaks, zwiedzanie, leniuchowanie itd....kiedy właśnie nastaje ten ostatni weekend i nazajutrz już szara eminencja nadejdzie... Wtedy nagle luz nas ogarnia i 1000 pomysłów na minutę jak spędzić ten czas?
Czego to ja bym właśnie teraz nie zrobiła albo gdzie nie pojechała?
A no dlatego, że urlop jest jak ta fatamorgana.
Piękny i ponętny tylko z daleka a rzeczywistość tu i teraz jest bolesna...
Mimo to sobie i wszystkim pracującym życzę udanego i wyluzowanego od pierwszego dnia urlopu : )
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz